Ciało do ciebie mówi cz III. Sygnały intuicji

Ciało do ciebie mówi cz III. Sygnały intuicji

Jesteś jednością ze wszystkim. Nie jesteś swoim ciałem, ciało to opakowanie dla duszy

– dawno temu usłyszałam taką mądrość i mocno ją zapamiętałam. Przylgnęła mi do serca i stała się moja, choć nieraz trudno było mi ją zrozumieć.

Gdzie zaczyna się i kończy duchowość, a gdzie biznes?

We wcześniejszym artykule pisałam o połączeniu biznesu i duchowości. Wspomniałam, że to wszystko może się pięknie przeplatać, przenikać, bez oddzielania tego co nam w duszy gra i tego, co nazywamy biznesem.

Kiedyś, kiedy coaching nie miał jeszcze tak wielu negatywnych skojarzeń, a nawet nie miał żadnych, bo prawie nikt jeszcze o nim nie słyszał, przeszłam swoje pierwsze sesje z prawdziwym coachem. Był to cykl spotkań w ramach szkolenia menedżerskiego. Moim celem wtedy był rozwój w strefie zawodowej.

Pamiętam, że po kilku spotkaniach podzieliłam się z koleżanką swoimi spostrzeżeniami. Nie byłam specjalnie zadowolona. Narzekałam, że moim zdaniem coach za bardzo skupia się na nieistotnych elementach, takich jak życie prywatne czy na rozwijaniu takich moich cech, które nie będą później przydatne w pracy. Nie rozumiałam co wspólnego mają np. wartości i to, co zawodowo robiłam. O tym, że nie ma granicy przekonałam się później sama, w życiu.

Moja dusza długoooo opierała się przed wejściem w biznesowe tematy.

A twoja? Jeszcze przez długi okres w swoim życiu mocno rozdzielałam pracę od życia prywatnego, nie mówiąc o tzw.duchowość, która zdawałoby się nie ma z biznesem nic wspólnego. Prawdę mówiąc, nigdy nie czułam się specjalnie uduchowiona.

Ale tak patrząc na wszystko z góry, czy da się rozdzielić energię i powiedzieć jej “teraz to dotyczy czegoś innego, więc weź sobie płyń w drugą stronę”? Chyba niekoniecznie 🙂 Owszem, być może łatwiej będzie objąć zrozumieniem, czyli umysłem, całość, dzieląc ją na części.

Tylko co to daje, poza kolejnymi iluzjami o byciu oddzielonym, poczuciem samotności, zależności naszej wartości od innych, tworzeniem w podświadomości wierzeń typu “mogę osiągać sukcesy w pracy ale nie w miłości” itp. Chyba nie warto się upierać, a można zyskać nieocenioną pomocną dłoń, prosto z góry lub … od samego siebie, jeśli tak zechcesz.

 

Nieco mojej historii.

Krok za krokiem, zupełnie niepostrzeżenie wszystko u mnie zaczęło się samo łączyć. Moja dusza, nie bez oporów, ale w końcu pogodziła się z tym, że jesteśmy całością 🙂

Miałam swoje cele, ładnie poukładane w głowie marzenia, plany biznesowe, strategie opracowane na 3 lata a rozwój osobisty miło hulał. Coś jednak się nie kleiło. Rzeczywistość pokazywała, że jednak nie wygląda to tak, jakbym chciała. Praca i starania przynosiły mizerne efekty.

Od mroku i beznadziei.

W pewnym momencie, podczas ciemnej nocy duszy, będąc zrezygnowaną i poszukującą rozwiązań swoich problemów odpuściłam wszelkie wysiłki. Wydawało się, że nic nie ma sensu. Jednak zdałam się na to, co chciało i miało przyjść. To nie było wcale takie łatwe, jak prosto (i krótko) mi się teraz o tym pisze.

Porzuciłam intencję upartego dążenia do swojego celu. Widocznie Wszechświat miał inny plan. Otwierałam się na to, co przychodziło. Chciałam być tylko w Tu i Teraz. Nie miałam pojęcia na co się godzę, ale było mi wszystko jedno.

 

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” Albert Einstein.

 

Zaczęło przychodzić mnóstwo bólu. Bólu, który jak się po czasie okazało, miał swój cel – w końcu chciałam go zauważyć i pozwoliłam mu się pokazać w pełnej krasie. To w efekcie spowodowało możliwość jego uwalniania. Zrozumiałam, że to ode mnie zależy czy w to wejdę głębiej, czy jak zwykle będę się upierała, że to przecież “nie ma związku z pracą”.

Odpuściłam sobie wszystkich uzdrowicieli, ciocie-dobre rady, kolejne cudowne metody, książki i szkolenia, setki zapisanych stron w necie do przeczytania. Niby z rezygnacją, ale była w tym moc.

 

Nowe-stare drzwi do życia.

Zupełnie podświadomie zaczęłam się otwierać na siebie i tą prawdziwą siłę. Może wydaje ci się, że obudziłam się jednej nocy, usiadłam na łóżku i mnie olśniło. Nic z tych rzeczy. To były ciężkie dni, tygodnie i miesiące stawiania czoła prawdzie o sobie.

Tak sobie teraz myślę, że byłam wtedy w dość komfortowej sytuacji z dwóch powodów. Po pierwsze miałam czas dla samej siebie. Ale, ale, niech cię to nie zwiedzie. To był mój wybór.

Miałam rodzinę i mnóstwo różnych zajęć, jak każdy. Chciałam mieć i miałam także czas na hobby. Wybór i decyzja były tutaj kluczem, pewnym wysiłkiem z mojej strony. Przecież mogłam spędzić ten czas na siedzeniu w internecie i użalaniu się nad sobą, czego i również po drodze nie zabrakło. Samosabotaż wychodził mi perfekcyjnie 😉 Czas to nasz wybór i nasze decyzje.

Po drugie była bogatsza o wcześniejsze doświadczenia z pracy nad sobą, metody, wiedzę i praktykę oraz pomocne osoby. Jednak pomimo tego wielokrotnie czułam się przytłoczona i opuszczona, tak jakbym wcześniej nic nie wiedziała, i nic się nie udawało. Nieraz czułam, że nieustannie wracam do punktu wyjścia.

W rzeczywistości, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy byłam cały czas prowadzona przez Wszechświat. Ale jeśli byś mnie wtedy o to zapytał, absolutnie bym temu zaprzeczyła!

Mój plan albo raczej bez-plan okazał się prosty: nie planuję, dokańczam rozpoczęte zadania, patrzę na to co przychodzi i uwalniam to.

Wyglądało to w praktyce tak, że mając rano godzinę czasu siedziałam przez chwilę w medytacji pozwalając przychodzić temu, co ważne. Postanowiłam się przyglądać wszystkiemu, bez względu na to, co to będzie. Niezwykle pomocne w tym okazało się ciało i praktyka uważności.

Z czasem już nie tylko ciało do mnie przemawiało. Z wdzięcznością nastrajałam się na odbiór od wnętrza na zewnątrz. Nieśmiało zaczęły się pojawiać kolejne informacje. Moja zaufanie do siebie i tego co widzę rosło, ale i wszechświat zaczynał mi bardziej ufać podsyłając co rusz coś nowego, odkrywczego.

 

Ciało do mnie mówi.

Czasami przychodziły obrazy czy dziwne sny. Niejednokrotnie ich nie rozumiałam i nie wiedziałam z nimi zrobić. Często były to emocje, które dzięki uwalnianiu schodziły jak płatki poparzonej przez słońce skóry. Pokazywały się zalegające przekonania. O jak często święcie w nie wierzyłam! A było też tak, że, świadomie je odrzucałam, choć moja podświadomość traktowała je jak wyrocznię.

Innym przykładem były bóle w ciele, uciski czy inne napięcia będące efektem blokady danej czakry. Z czasem nauczyłam się i tego języka. I tak na przykład wrażenie guli w gardle było dla mnie sygnałem, aby sprawdzić czy nie ma w czakrze gardła jakiejś przyczepionej zewnętrznej energii.

Ciało nadal mówiło.

Stałe napięcie w szczęce okazało się być skutkiem postawy “trzeba zacisnąć zęby, poddać się , wytrzymać i z czegoś ważnego dla mnie zrezygnować”. A pod to podczepione konkretne zamrożone traumy, obrazy pełne bezsilności, bagaż starej ale żywej energii.

 

Pytania mnóstwo pytań.

Dlaczego, co, gdzie jest przyczyna, co dalej z tym mam zrobić, czy coś w ogóle się zmieni, czy ma sens, czy wierzyć w to wszystko, itd ….

Zadziwiająco jak często można było do tego wszystkiego dojść przez obserwację ciała, zadawanie pytań, zejście do poziomu fizycznego przez oddech i uważność, ugruntowanie i poddanie, poprzez płynne i niezauważalne przesunięcie na poziom energetyczny.

 

Nic już nie miało granic, bo wszystko tak czy siak jest energią.

Moja uparta natura, zapewne to cecha jednego z archetypów, przydała się, aby tak łatwo nie odpuszczać w licznych chwilach zwątpienia. Pomagała szukać, obserwować i nadal to robić, choć sensu nie było widać. Z jakiś nieznanych sobie powodów po prostu nadal to robiłam.

Uczyłam się języka obcego.

Dzięki setkom powtórzeń nauczyłam się w końcu dogadywać z moim ciałem i intuicją. Im dłużej i systematycznej pozwalałam temu przychodzić, tym “otrzymywałam” lub “czytałam” więcej informacji. Wiara rosła nie dzięki temu, że “wierzyłam” tak jak to uczy nas religia, tylko dzięki osobistym dowodom. DOŚWIADCZENIE jest wszystkim.

Każdy z nas ma dostęp do tej wiedzy.

Nie każdy chce po nią sięgnąć. Boisz się, tak jest ci wygodniej, nie rozumiesz, odrzucasz, itd. Powiem ci tak – i to jest w porządku! Mamy swoje różne drogi na tym świecie.

 

Co robić, kiedy zdecydujesz się Poznać siebie i swoją moc?

Na początek choć trochę zaufaj. Głowa powie ci co innego a oczy będą widziały tylko to, co zawsze. Odłóż na bok umysł, otwórz się na czucie. Uwierz, że każdy z nas ma możliwość nauczyć się języka Wszechświata. Ciało może twoim wspaniałym przewodnikiem.

 

Chętnie dowiem się jakie są twoje doświadczenia i przemyślenia w tym temacie.

 

“Znak przybędzie do ciebie, do twojego ciała, umysłu, osobowości, persony i duszy, informując cię, że dotarłeś do punktu, w którym jesteś gotowy pozwolić na więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Możesz poddać się temu, co naturalne i święte wokół ciebie, ponieważ JEST tobą. Możesz postanowić, że pozostaniesz w chaosie, jeśli taki jest twój wybór. Zawsze masz wybór, aby przenieść się na wyższy poziom”. S.Singh

 

Tags:

Top
%d bloggers like this: