Czy jesteś gotowa na siebie?

Czy jesteś gotowa na siebie?

Ale na taką prawdziwą, taką autentyczną. Zapytasz, czyli na jaką? Bo jeśli chodzi o tą z tymi wszystkimi wadami to … nie mamy o czym dalej rozmawiać?

Być może nie lubisz siebie takiej, jaką jesteś (a raczej jak samą siebie postrzegasz). Nie podoba ci się pewna cecha charakteru, zachowanie czy wygląd. Czujesz, że jesteś lata świetlne od pełnej akceptacji.

Co więc z tym robisz?
Pospekulujmy jak mogłyby wyglądać typowe scenariusze.

 

Może stwierdzasz, że nic już się nie zrobić i najnormalniej w świecie dalej z tym żyjesz. Będąc mniej lub bardziej szczęśliwą. I to jest ok.

Albo. Spontanicznie lub po godzinach przemyśleń doszłaś do wniosku, że jednak chcesz “popracować nad sobą”. Wkraczasz więc na świetlaną ścieżkę tzw. rozwoju osobistego … taaak, świetlaną, uhmm.

Po chwili przypominasz sobie, że już kiedyś próbowałaś coś w sobie zmienić. Nie było to proste, o ile niemożliwe. Jeśli teraz wątpliwości przeważą to pewnie rezygnujesz. W przeciwnym wypadku, przy wystarczająco silnej motywacji postanawiasz się z tym zmierzyć.

Brawo, brawo – publiczność szaleje 😉

 

Od czego zaczynasz? No więc …

Wiesz, że czeka cię ciężka praca i przeprawa przez zawiłości mentalno-emocjonalne. Albo masz tego świadomość i knujesz plan skutecznej walki albo nie masz i widzisz tylko wspaniały końcowy cel na horyzoncie.

Na przykład: od teraz będę już mądra, wspaniała i dodatkowo stanę się oazą spokoju. Nic mnie wyprowadzi z równowagi, bo … po prostu tak postanowiłam. Żyć nie umierać. A potem i tak życie to weryfikuje, ponieważ pojawiły się delikatnie mówiąc, pewne przeszkody. Wracasz do starej siebie z przekonaniem, że nie ma sensu.

Jest i kolejna możliwość – nie poddajesz się i postanawiasz “zawalczyć, aby się zmienić”. Codzienna rozpiska idealnego nawyku i szczegółowy plan zadań już się szykują, motywacja jest, pozostało: do ciężkiej pracy gotowi start!

I to również jest ok.

A więc powiadasz, że chcesz się zmienić? Acha

Robiąc w tym miejscu pierwsze STOP zapytałabym: tylko po co chcesz się zmieniać? Co jest celem? Dla kogo to robisz? Pomyśl o tym, to ważne.

Robiąc drugie STOP – czy rzeczywiście chcesz w tym przeładowanym świecie dorzucać sobie nadgodziny? Na przykład, męczyć się godzinami z medytacją, skoro nie możesz wysiedzieć nawet 5 minut? Albo zmuszać się do biegania, bo jak napisała pewna pani i badania to potwierdzają “bieganie uspokaja emocje” a ty tego potrzebujesz, ale biegać to nienawidzisz?

Co tam mamy jeszcze w repertuarze … a na przykład afirmacje i wdzięczność. Czytasz “bycie wdzięcznym wspaniale podnosi wibracje (art. 7 sposobów na praktykowanie wdzięczności) i już kolejne ćwiczenie pojawiło się na codziennej liście zadań TO-DO, a jeszcze lepiej zapisane w super-hiper cudnym planerze czasu, który “zmieni twoją rzeczywistość jeśli tylko z niego zaczniesz korzystać”. Co więc dalej robisz?

Zasiadasz z listą zadań, które “masz” zrobić i “odfajkowujesz” jak prace domowe w szkole, a co. Zrobione? Zrobione, i już (być może) czujesz się lepiej. A że nie jesteś wdzięczna? Cóż, widocznie za słabo się postarałaś, albo za krótko prowadzisz dziennik wdzięczności.

Myślisz, że po 21 dniach wyrobisz sobie nawyk i wtedy to już na pewno będziesz szczęśliwsza. Hmmm… Minęło 21 dni i gdzie to szczęście? Jesteś zła, bo chyba zamiast niego wyrobiłaś sobie frustrację jako efekt uboczny.

I tak pojawił się kolejny obowiązek, następny punkt na liście do zrobienia.
Narzuciłaś sobie Plan Zmiany Siebie. Cudowny poranny/wieczorny * (niepotrzebne skreślić) rytuał przemiany siebie w lepszą wersję.

Tak to nie zadziała. Za dużo w tym stresu, napięcia.

Zapytasz „jak żyć?”. Co w zamian?

Tadam! Więcej luzu i zmiana perspektywy!

Próbuj, zmieniaj sposoby, dopasowuj ćwiczenia do siebie, szukaj tego co z tobą wibruje, co lubisz. Nie masz godziny na medytację? Spróbuj z 1 minutą, ćwicz uważność podczas zmywania naczyń, itd. (art. Uważność jest trudna?). Dziś nie masz ochoty na wdzięczność? Może jutro będzie do tego lepszy czas!

I nie zmieniaj siebie na siłę. Zamiast tego wzrastaj i baw się tym!

Często próbujemy to robić – staramy się zmienić siebie. Ustalamy sobie cel i szukamy “5 sposobów na …” “skuteczna metoda, aby …” i zabieramy się do pracy. Do PRACY. A jak praca, to mamy wdrukowane przekonanie, że praca musi być ciężka.

Jestem ok, choć nie wszystko mi się podoba

Tak naprawdę to co wystarczy na początek zrobić, to poczuć się w porządku ze sobą, w takiej sytuacji w jakiej jesteś. Popatrzeć na swoją rzeczywistość i przyznać: tak, tak to wygląda, tak to czuję, I to jest w porządku, bo “jest jak jest” (art. Powiedzonka, które ratują i sprowadzają do obecności)!

 

Nie możesz być lepszą od samej siebie

 

To nie oznacza rezygnacji z rozwoju. Tu chodzi przede wszystkim o zmianę swojej postawy.
To było dla mnie odkrycie roku, jak kinowy hit – kochać siebie, nawet, a szczególnie wtedy, kiedy tak bardzo ci trudno. To nie inni dają nam miłość, ostatecznie tylko my sami możemy sobie ją sobie dać. Nie idź dalej, póki zaczniesz od prawdziwej akceptacji.

Kiedy jesteś smutny, zły, rozżalony …

Użycie takiej czy innej techniki, aby wymazać to, z czym się nie zgadzasz, tylko po to aby uciec od nieakceptowanej części siebie będzie pozorowanym działaniem.

Nie możesz być lepszą od samej siebie. Nie możesz i już, bo przecież już jesteś OK. Jesteś wystarczająco dobry/ dobra taki jaki jesteś.

 

Po co prosić o więcej, skoro już wszystko masz w sobie.

 

Najpierw TO zobacz, doceń, pokochaj. W CAŁOŚCI i w szczególności z tym, co ci się w sobie nie podoba. To też jest część ciebie, nawet jeśli jej nie lubisz.

To jest ta autentyczność bycia gotową na siebie. Od tego zacznij.

 

Poczytaj też więcej w Głęboko i całkowicie kocham siebie i akceptuję, mimo wszystko.

Photo by Marion Michele

Tags:

Top
%d bloggers like this: