Odwaga, próba mocy

Wypróbowuję i od-budowuję swoją moc na różne sposoby. Chociażby odważnie mierząc się ze swoimi lękami i raz po raz przekraczając swoje granice. Odwaga kojarzy nam się z wielkimi krokami, poświęceniem, rzucaniem na ratunek, bez namysłu.

Tymczasem dla mnie odwaga to każdy maleńki kroczek, który świadomie robię dla siebie, by wzmagać i rozpalać wewnętrzną moc.

Na przykład, niedawno przyglądałam się swojemu lękowi przed nowym. Jak dla mnie jest to dość paradoksalne, bo przez całe życie twierdziłam, że uwielbiam zmiany, i rzeczywiście zwykle tak jest.

Jednak zaczęłam się zastanawiać czy nie chodzi tutaj o to, że nie lubię się nudzić, bo wiele rzeczy po jakimś czasie przerywałam. Pewnie dlatego też nie kończyłam wielu szkoleń online, choć na początku miałam do nich ogromny zapał i był ogień. Okey, wracając do tematu lęków, miałam okazję do przyglądania się im z bliska, zajrzenia prosto w paszczę.

I żyję 🙂

Co się może najgorszego stać, gdy …

Zaczęło się jednego pięknego dnia, kiedy jak zwykle szłam na zajęcia utartą trasą. Miałam dużo czasu, nieraz wyjeżdżałam wcześniej, aby nie utkwić w korkach, a że samochód zostawiałam jakieś 20 minut spacerkiem dalej, to najczęściej docierałam na miejsce na piechotę lub rowerem miejskim. Tego dnia, jak to się po duchowemu mówi, coś mnie tknęło, żeby pójść trochę inną drogą niż zwykle.

Niby środek miasta, niby mniej więcej znam okolicę i wiem czego się spodziewać (przecież nie ma się czego bać), ale jednak poczułam się nieswojo. Miałam czas, postanowiłam “zaryzykować”, aby świadomie poobserwować swój lęk. I tak sobie szłam, ramię w ramię ze swoim dyskomfortem, który po chwili, co się okazało, zniknął gdzieś za rogiem.

A co zobaczyłam? Śliczną starą uliczkę, kamienice, jedne podwórka zadbane, inne porośnięte dzikim zapomnieniem. Szłam i podziwiałam, ciesząc się, że się tamtędy wybrałam.

 

Muszę sprawić, byś poczuł niewygodę.
Inaczej nigdy sam byś się nie ruszył.
  Wszechświat

 

Bob budowniczy buduje drogę do swojej mocy

Innym razem będąc gdzieś w trasie skończyło mi się paliwo, a konkretnie gaz. Byłam dość daleko od “swojej” stacji, na której zawsze ktoś tankował mi samochód. Praktycznie nigdy nie jeździłam sama tam, gdzie trzeba było samodzielnie nalewać sobie gazu.

Jakoś podświadomie bałam się, że “nie umiem, że się poparz