Opór przed miłością i światłem

“Na zajęciach jogi wiosną 2015 roku przeżyłam załamanie nerwowe. Właśnie wykonywałam ćwiczenie zwane powitaniem słońca, gdy ogarnął mnie lęk i niepokój. Usiadłam na macie, żeby spokojnie pooddychać, i nagle poczułam okropny ból w szyi.

Zdrętwiała mi cała lewa strona twarzy i ręka. Przeraziło mnie to. Wyszłam z sali, zadzwoniłam do męża i od razu umówiłam się na wizytę u lekarza. W ciągu doby wykonano mi różne badania krwi i rezonans magnetyczny. Czekanie na wyniki było jednym z najstraszniejszych doświadczeń w moim życiu.

Ale wyniki okazały się zaskakujące. Lekarze nie potrafili znaleźć przyczyn i ostatecznie doszli do wniosku, że to był atak paniki. Nie miało to dla mnie żadnego sensu. Miałam przecież cudownego, wspierającego męża, karierę w rozkwicie, zdrowe ciało i kochającą rodzinę. Moje życie przerastało moje najśmielsze marzenia. Od dziesięciu lat rozwijałam się duchowo, uzdrawiałam dawne rany i pogłębiałam swoją wiarę.

W końcu byłam wolna – a przynajmniej tak mi się wydawało.

W kolejnym tygodniu udało mi się jakoś zebrać w sobie, ale wciąż bardzo martwiłam się tym, co się wydarzyło. Nie potrafiłam tego pojąć, więc postanowiłam pomedytować, aby nawiązać kontakt z wewnętrzną mądrością i uzyskać od niej wskazówki. Po wyjściu z głębokiego wyciszenia sięgnęłam po swój dziennik i odruchowo zapisałam w nim te słowa: „To opór przed miłością i wolnością. Utrzymująca się w tobie ciemność stawia opór szczęściu”.

Zaskoczyło mnie to, co napisałam. Czyżby ten silny ból fizyczny naprawdę był spowodowany moim oporem przed miłością? Od lat byłam przekonana, że gdy uzdrowię swoje dawne rany, poczuję się wystarczająco bezpiecznie i pogłębię konta